|
M
E
N
U
STRONA GŁÓWNA
GALERIA
ALFABETY
WARSZTATY/USŁUGI
WSPÓŁPRACA
WYDARZENIA
NSK
LINKI
MULTIMEDIA
KONTAKT
MUZYKA
|
|
29.08.2010 R. Biuletyn Szkól Tradycji:
Biuletyn Szkół Tradycji: Na początku chciałabym zadać dość oczywiste pytanie: czym właściwie jest kaligrafia? Czy można zaliczyć ją do sztuki, czy raczej jest to umiejętność?
Ewa Landowska: Kaligrafia jest to przede wszystkim, i najprościej mówiąc, sztuka pięknego pisania. Ale jest to raczej umiejętność niż sztuka. Natomiast można z niej zrobić sztukę. Zresztą tak jak ze wszystkiego. Umiejętność gotowania też jest tylko umiejętnością, dopóki ktoś nie zrobi z tego sztuki i nie zacznie gotować bardziej dla samego gotowania niż kosztowania potraw.
I tak jest ze wszystkim, tak jest również ze śpiewaniem czy malowaniem. Może to być tylko umiejętnością, później może wspiąć się na wyżyny sztuki.
BST: Właśnie, Pani jest wokalistką, prawda?
EL: Tak.
BST: A czy to nie jest przypadkiem tak, że istnieją ludzie, którzy są szczególnie uzdolnieni, którzy niemal ze wszystkiego robią sztukę, co nie dla każdego jest takie proste? Czy może kaligrafia jest czymś, co każdy może przyswoić sobie w jakimś stopniu?
EL: Każdy może w jakimś stopniu przyswoić sobie kaligrafię. Stawianie pięknych, kształtnych liter wynika z umiejętności używania narzędzia, jakim w tym wypadku jest stalówka. Trzeba nauczyć się posługiwać stalówką, by litery nabrały odpowiedniego kształtu. One są ładne już z tego powodu, że są pisane nią, a nie długopisem czy ołówkiem. Natomiast jeśli chodzi o sztukę i jakieś predyspozycje do tego, że ktoś ze wszystkiego, czego się dotknie, robi sztukę, jest kwestią wrażliwości. Nie nazwałabym tego talentem, ponieważ tego słowa ostatnio bardzo się nadużywa. Talentem nazywa się teraz umiejętność, a to jeszcze nie jest talent. Talent to szczególna wrażliwość, którą się po prostu ma, niejako dana w prezencie. Pozostaje jeszcze kwestia umiejętności zauważenia i wykorzystania go.
BST: Czy działa to jednak tylko w jedną stronę? Czy jest tak, że ktoś ma po prostu talent, taką większą wrażliwość, i dlatego jego praca będzie sztuką, czy też poprzez ćwiczenia, jakimi jest na przykład kaligrafia, tradycyjnie kojarzona z zajęciem żmudnym, pracochłonnym i wymagającym skupienia, człowiek może się uwrażliwić, stać się inny?
EL: Na pewno też. Ale do talentu, do sztuki jest jeszcze daleko. Trzeba odróżnić rzemiosło od sztuki. Można być świetnym rzemieślnikiem i kaligrafować przepiękne rzeczy czy wspaniale śpiewać, grać na instrumencie. Można być wirtuozem instrumentu. Ale niekoniecznie musi to być sztuka. Z kolei ktoś może być zupełnie przeciętny technicznie, a umieć pokazać coś zupełnie innego, coś, czego normalnie się nie zauważa. Coś, do czego potrzebna jest ta szczególna wrażliwość na widzenie otaczającego świata.
BST: Czy kaligrafia nie jest jednak dziedziną trochę niedocenioną? Czy we współczesnym świecie komputerów, działania bardzo szybkiego, jest jeszcze czas na kaligrafię?
EL: Kaligrafia jest przede wszystkim zapomniana. O tym, że jest niedoceniona, można by mówić, kiedy byłaby powszechna, a jednocześnie postrzegana jako niepotrzebna. Jest wręcz przeciwnie. Obecnie obserwuje się coraz większe zainteresowanie kaligrafią. Ja mam przynajmniej coraz więcej takich zgłoszeń. Dzwonią po pierwsze rodzice dzieci, mówiąc, że bardzo brzydko one piszą i pytając, co z tym zrobić. Dzwonią nauczyciele, jakieś większe instytucje, które są odpowiedzialne za edukację. Problem w tym, że kaligrafów jest w tej chwili bardzo mało w Polsce, a przynajmniej niewielu takich, których można znaleźć w Internecie czy gdziekolwiek indziej. Ciężko byłoby teraz unieść ciężar odpowiedzialności za poprawę pisma, bo jest straszne. To wiemy, że jest prawdziwy kryzys w ogóle, a u dzieci to już tragedia. Nie wyolbrzymiam sprawy, bo też mam takie zgłoszenia od osób, które zajmują się tym na co dzień. Ja nie mam kontaktu ani z dziećmi, ani z edukacją na co dzień, ale po zgłoszeniach widzę, że problem zaczyna być zauważany. I zaczynamy sobie coś przypominać o tej kaligrafii, że coś takiego było, że dopóki była w szkołach, nie było tak powszechnej dysgrafii, dysortografii i jeszcze innych “dys”.
BST: Czy można stąd wyciągnąć wniosek, że kaligrafia, podobnie jak gra na instrumencie, powoduje lepszą koordynację półkul mózgowych i ich rozwój, przez co dzieci, które tak jak kiedyś pisałyby stalówką, co wymaga większego wysiłku i sprawności, nie miałyby takich problemów z ortografią?
EL: Oczywiście że tak. Potrzeba dużej koncentracji, żeby wykaligrafować tekst. W to się wkłada dużo pracy. Więc jeśli tekst trzeba wykaligrafować w formacie A4, to żeby nie zrobić pomyłki, bo nie można przycisnąć “delete” tak jak na klawiaturze, potrzeba naprawdę dużej koncentracji. I to wszystko powoduje, na szczęście, absolutne skupienie na tekście, który jest pisany. A więc zarówno na tym, jakie “u” postawić, otwarte czy zamknięte, “ż” czy “rz”. I to bardzo pomaga, jeśli chodzi o ortografię. O charakter pisma oczywiście też. Nie jestem naukowcem i nie chcę używać zbyt mocnych słów. Na pewno w jakimś stopniu istnieje problem dysgrafii. Jednak to przez to, że nie ma dzisiaj osób, które mogłyby pracować z dziećmi i uczyć je kaligrafii, do wielu uczniów przykleja się po prostu łatkę dysgrafika. Bo nie ma na to innej rady, bo nie ma już ludzi, którzy uczyliby w szkołach regularnie kaligrafii.
BST: W tym momencie wydaje się, że klasyczny model szkolnictwa, w którym uczyło się kaligrafii, był bardzo dobrze pomyślany. Dlaczego więc zrezygnowano z nauki pięknego pisma?
EL: Wyrzucenie kaligrafii ze szkół otworzyło drzwi nauczaniu bardzo wielu rzeczy i w bardzo krótkim czasie. Okazało się, że dzieci mogą szybciej notować, i myślę, że postawiło się raczej na ilość informacji niż na ich jakość. Wiele informacji można zdobyć w domu, można wyczytać w encyklopediach czy Internecie. Z Internetem trzeba wprawdzie uważać, ale też można go używać. Informacje można zdobyć dzisiaj wszędzie, dostęp do nich jest otwarty. I w szkołach, może czasami niepotrzebnie, chce się dzieciom tak dużo, dużo napakować do głów. Lepiej byłoby dać im umiejętność doboru informacji i pozwolić na poszukiwanie tych, które je interesują. Jednak trudno byłoby dzisiaj przywrócić kaligrafię do szkół. Nie tylko dlatego, że nie ma ludzi, którzy mogliby jej uczyć, ale natłok informacji, które muszą być zgodnie z programem przekazane, uniemożliwia wprowadzenie kaligrafii do szkół jako przedmiotu podstawowego, nauczanego w pierwszych latach edukacji. Co z tego, że będziemy kaligrafować przez 45 minut, jeśli na następnej lekcji, która będzie lekcją języka polskiego, historii czy geografii informacji jest tak wiele, notować trzeba tak szybko, że wraca się do swojego charakteru pisma, zapomina o kaligrafii. Sytuacja nie jest jednak beznadziejna: warsztaty czy kursy kaligrafii, cykliczne spotkania z nią zradzają w nas świadomość, że istnieje w ogóle coś takiego jak stalówka i piękne pisanie i że jest to do zdobycia absolutnie dla każdego. Nie zdarzyło mi się jeszcze nigdy, żeby osoba, która przychodzi na kaligrafię lub wzięła udział w warsztatach, nie zrobiła jakichś postępów w trakcie trwania zajęć lub warsztatów. Dlatego że jest to umiejętność dla każdego; to jest jak jazda na rowerze. Na początku się przewracam lub potrzebuję czterech kółek, ale później już nie. Tak samo jest z kaligrafią.
BST: Bardzo dziękuję.
źródło: www.akwinata.edu.pl

27.03.2010 R. Dominika Frycowska:
"Nie od dziś wiadomo, że kaligrafia jest… sztuką./
przyszło mi żyć w czasach/
gdzie klawiatura/
w niej całe pisanie/
wstukiwanie/
wklepywanie/
bezwładnie/
poza myślą, jaki pozostawiam ślad?/
pozbawiona wyrażenia bezpośrednio/
w prowadzeniu linii/
by nadać autentyczność emocji?/
kreślę te myśli niepięknie długopisem/
jakby bez troski/
nie do porównania z listami pisanymi przez moich dziadków."
Zorganizowane w środowy wieczór (24 marca 2010 r.) spotkanie w Pracowni
Liternictwa ASP Kraków przy ul. Karmelickiej „Meandry kaligrafii”
zaszczyciła obecnością Ewa Landowska.
Słuchacze mieli okazję dowiedzieć się i przyjrzeć się nieco owocom jej
pracy. Od początkowych doświadczeń z kaligrafią, jakie narodziły się
jakieś 10 lat temu, przy nawiązaniu kontaktu z panem Henrykiem Kuleszą z
Gdańska- znanym i cenionym kaligrafem.
Zdumiewający jest fakt, że Ewa jest samoukiem, nie kształciła się w
sztukach plastycznych, choć nie można jej niewątpliwie zarzucić braku
wyczucia i świadomości artystycznej. Zmierzając się z minuskułą
karolińską, uncjałą, copperplate’m stwierdziła, że do doskonałego ich
opanowania potrzebna była cierpliwość, samoopanowanie, dyscyplina i
oczywiście trochę czasu spędzonego nad kartką i piórkiem w ręku.
Litery, które kształtuje ruch ręki, a które nie są wyznaczane outlinem i
generowane w komputerze. Niezwykłą przyjemność czuło się oglądając na
żywo dukt linii prowadzony przez wprawną rękę kaligrafa (i pomyśleć, że
jakiś czas temu z podobną pasją pisania powstawały pospolite listy).
Ewa z wykształcenia jest muzykiem jazzowym, dlatego często porównywała i
szukała podobieństw w kaligrafowaniu i muzykowaniu. Oba działania
poddają się działaniu rytmu. I tak wystukiwanie rytmu w muzyce, ma wiele
wspólnego z prowadzeniem stalówki z tuszem po papierze; linie zostają
bowiem kreślone miarowo, w odpowiednich przestrzeniach i odstępach
czasowych. Pani Muzyko-kaligraf przyznała, że w momencie kiedy dość
dobrze opanowała nazwijmy to popularne kroje alfabetu łacińskiego,
uznała, że chce wykreować własny; podobnie jak w muzyce przychodzi czas
na improwizacje, tworzenie nowej jakości. Stąd w zaprezentowanych
szkicownikach mogliśmy podziwiać wirtuozerskie wariacje, np. stworzone
na bazie copperplate’a. Przykłady te ukazały jak twórczo, a nie tylko
od-twórczo, można podejść do kaligrafii.
Jak już wcześniej wspomniałam spotkanie wzbogacił autorski pokaz
kaligrafii na żywo. Uczestnicy mieli możliwość zadawania pytań: jakie
niewymierne korzyści przynosi kaligrafowanie? Co jest ważne dla
początkujących oraz czy można na kaligrafii zarabiać?
Być może pokaz przypominał odkopywanie skamielin, ale bynajmniej nie dla
mnie. Co chwila powracało pytanie: czy kaligrafia jest rzemiosłem czy
sztuką? Czy nie jest już aby reliktem przeszłości, a może z drugiej
strony: czy przypadkiem nie wraca do łask, skoro spotkanie zebrało dość
sporą liczbę zainteresowanych tematem słuchaczy?"
Ewa Landowska – urodzona w 1980 r. w Malborku, od 2002 roku mieszka w
Krakowie. W 2006 ukończyła krakowską Szkołę Jazzu i Muzyki Rozrywkowej.
Koncertuje w kraju i zagranicą z grupą "Piwnica Św. Norberta".
Kocha malarstwo – o muzyce myśli jak o obrazie, o kaligrafii jak o
improwizacji muzycznej: "opowieść, ton, ślad, forma, światło, rytm,
faktura, przestrzeń – charakteryzują zarówno muzykę jak i literę".
prof. Wojciech Regulski: Tworzone przez Panią Ewę z niezwykłą
zręcznością kompozycje liternicze odznaczają się wyjątkowo wyrafinowaną,
dojrzałą formą.
źródło: liternictwo i typografia ASP Kraków
|
|

"W codziennym zagonieniu mamy coraz mniej czasu dla innych i takżde dla
siebie. Są jednak osoby, które nie rezygnują, by życie miało swój smak i
koloryt. (...)"
Radio Kraków, reportaż Anny Łoś "Między literą a muzyką"
***
"(...) Zajęcia nie tylko wzbogaciły warsztat pracy pedagogów o nowe
umiejętności, ale również zwróciły uwagę na ogromne znaczenie
umiejętności ładnego, ręcznego pisania w całym rozwoju psychofizycznym
uczniów."
Warmińsko - Mazurski Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli w Elblągu
***
"(...) Pani kunszt i znajomość tematu pozwoliły naszym gościom poznać tajniki tej trudnej i powoli zapominanej sztuki."
Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdroju
***
"Podczas spotkań artystka wygłaszała krótkie prelekcje na temat historii
pisma, prezentowała różne narzędzia pisarskie, omawiała zwycięskie
prace uczniów i udzielała porad dotyczacych sztuki pięknego pisania
(...) Warsztaty stały się ciekawą lekcją kaligrafii, a udzielane rady
okazały się bardzo cenne dla uczestników konkursu, którzy w dalszym
ciągu poświęcają czas na opanowanie sztuki pięknego, odręcznego pisania z
użyciem pióra."
Zespół Szkół w Rajbrocie - Małopolski Konkurs Kaligraficzny
|